Krokodyl odbija się czkawką

Wyspa Red Skin, rejon Wandoor

MoniaMonia

Dzisiaj zabierzemy Was na Red Skin, czyli jedną z dwóch głównych wysepek należący do morskiego parku narodowego – naprzemiennie udostępnianych dla odwiedzających. Krokodyl, o którym słyszeliśmy w pierwszych dniach pobytu położy się cieniem również na tym wypadzie...

Słoneczna Sakura

Pożegnanie z Japonią

MoniaMonia

W przedostatni dzień pobytu w Kraju Kwitnącej Wiśni pozwalamy sobie na odpoczynek już od samego rana i nie nastawiamy budzików. Wstajemy leniwie po 10.00, bez grama wyrzutów – w końcu to ostatni dzień, zamierzamy go spędzić na słodkim nicnierobieniu. Na śniadanie schodzimy do przestronnej kuchni, którą współdzielimy z gospodarzami. Pani domu – Mariko jest tego dnia w pracy, jednak jej mąż pracuje już tylko 3 dni w tygodniu i trafiamy w jego wolne okienko.

Pierogowy pomnik i walizka pełna skarbów

Utsunomyia i zakupy w Tokio

MoniaMonia

Autobus powoli pokonujący kolejne zakręty w spowitych mgłą rejonach Jeziora Chuzenji, dostarcza nas jednak ostatecznie cało na stację Nikko, gdzie wsiadamy w pociąg JR i jedziemy do naszej przesiadkowej stacji w Utsynomiyi. Yoko poleciła nam bowiem pierogi gyōza, z jakiś słynie to miasto, mające zresztą nawet pomnik (sic!) tego specjału na placu przed stacją. Odrobiliśmy wcześniej zadanie domowe i korzystając z Tripadvisora wybraliśmy na miejsce posiłku knajpkę Masashi. Tripadvisor - Masashi

MoniaMonia

Bardzo zadowoleni z zakupu drewnianego prezentu w pobliskim sklepie, wracamy na nadjeziorną ścieżkę prowadzącą do budynków Ambasady Wielkiej Brytanii i Ambasady Włoch. Wkrótce mijamy 2 budynki, opustoszałe, znajdujące się za zamkniętymi drzwiami lekko przyrdzewiałych ogrodzeń. Przyglądamy się im z kilku stron, na próżno poszukując jakichkolwiek oznak funkcjonowania. Naszym zagadkowym spojrzeniom oraz szeptom na temat opcji przedostania się do budynków odpowiada głucha cisza. Idziemy dalej. Docieramy do punktu z kilkoma ławkami, toaletami i zamkniętym punktem gastronomicznym.

Wodospad samobójców i podnoża góry Nantai

Kegon Falls i Jezioro Chuzenji

MoniaMonia

Rano mieszkanie opuszczamy razem z całą japońską rodziną. Mąż Yoko dojeżdża do pracy pociągiem niemal 2 godziny, znika więc jeszcze przed naszym zejściem na szybkie śniadanie. Tuż przed naszym wyjściem, w biegu charakterystycznym dla poniedziałkowego poranka, wyprawiane są dzieci. Od Yoko dowiadujemy się, że tutaj, w małej miejscowości nie funkcjonuje coś takiego jak szkolny autobus. Dzieci do szkoły docierają piechotą same – ale za to w małych, sąsiedzkich grupach, do których dołączają w miarę przemierzania ulic przez maluchów kolejni uczniowie.